• Wpisów:67
  • Średnio co: 29 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 16:35
  • Licznik odwiedzin:8 318 / 1985 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Co prawda nie odpowiedzieliście mi na mój post, ale jakoś tak stwierdziłam, że wyprzedzę was i oto jest sama nie wiem, która część, chyba 14, dziś trochę krótsza.

Od momentu, w którym Andrzej dowiedział się o ciąży , zachowuje się jakoś inaczej, dziwnie. Jakoś nie mogę się z nim dogadać. Wraz z obnażeniem prawdy wszystkie moje marzenia o naszej szczęśliwej rodzince legły w gruzach.
Całymi dniami rozmyślam. Nie mam czym innym zająć głowy. Zostałam odsunięta od wszystkich operacji. Zaraz odbiorą mi również dyżury na izbie, to już 6 miesiąc. Mając nadzieję, że wróci dawny Andrzej, czekałam. Wszyscy mówią, że kobieta w ciąży ma jakieś dziwne humorki i zachcianki, ale ja jestem jakaś dziwna. Brak humorków, brak zachcianek, nawet stałam się milsza. Chciałam się wydrzeć na Andrzeja, za jego zachowanie, odejść od niego. Chociaż na jakiś czas, aby się opamiętał, aby uświadomił sobie swoje zachowanie, ale jakoś mi to nie wyszło. Zamiast tego pogrążyłam się jeszcze bardziej, ale w sumie opłaciło mi się to, to był jeden z tych nie licznych momentów, w których mnie przytulił i powiedział, tak jak robił to mój Andrzej, w których poczułam się kochana, poczułam się bezpiecznie.
Wracając z pracy, jeśli tak można nazwać ciągłe wypełnianie papierków, kupiłam przegląd medyczny i jakiś dziennik. Dzisiaj Andrzej miał nocny dyżur,a Iga spała u koleżanki, więc usiadłam sobie w moim ulubionym fotelu,owinięta w koc, który pamięta moje licealne czasy, przy kominku będącym najjaśniejszym punktem w domu. Ten salon ma coś w sobie, coś więcej niż drogie, w dobrym guście meble, to wspomnienia, które zostaną tu na zawsze. Skończywszy te rozmyślania, dalej głaszcząc się po mocno już widocznym brzuszku, zagłębiłam się w lekturze, jak na chirurga przystało zaczęłam od przeglądu. Myślałam, że chociaż poczytam sobie o fascynujących przypadkach medycznych, lecz nie było mi dane.
-Już chyba gorzej być nie może- powiedziałam połgłosem sama do siebie.
Z tą myślą zaczęłam przeglądać dziennik, niestety, albo i stety nic się nie wydarzyło. Nic. Nie dla mnie. Lokalny dziennik, już raczej szmatławiec, przeprowadził sondę, który zawód zdradza częściej podając jako przykład lekarza Andrzeja, ponad to redakcja była tak łaskawa i zamieściła zdjęcie lekko pijanego profesora wraz z uwieszoną na nim jakąś blond lafiryndą. Teraz już przegiął. Co prawda ostatnio wrócił pijany, ale nie przypuszczałam...
 

 
Co wy na to, żebym napisała jeszcze coś? Ostatnio znów większość moich myśli błądzi wokół FaWi. Wróciłam ostatnio do strony Wiki & Falkowicz Fawi Opowiadania, która zainspirowała mnie do pisania. Czytając opowiadania ogromną radość sprawił mi fakt, iż znalazłam opowiadanie Wielkiej Fanki FaWi, zadedykowane mi. Wielkie dzięki . Napiszcie mi, czy ktoś z was tu jeszcze jest i czy macie ochotę jeszcze coś mojego przeczytać.
 

 
Hej!
Chcę życzyć wszystkim WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
MERRY CHRISTMAS AND THE HAPPY NEW YEAR!
 

 
Przepraszam, że was zaniedbałam, dodaję dzisiaj część 13 i mam nadzieję, że jeszcze ktoś z was czyta te moje wypociny.
4 godziny później. *Myśli Igi*
Wyszłam przed szpital. Ledwo co usiadłam na ławce, ujrzałam jakiegoś faceta, który ledwo chodził, wzięłam wózek inwalidzki i podeszłam do niego.
-Proszę usiąść.
-To niepotrzebne.
-Przecież pan nie może chodzić.
-Co pani nie powie- z trudem usiadł na wózek. Wiozłam go do szpitala, co było dosyć trudne na obcasach.
-Miała pani kiedyś sytuację, w której nie wiedziała jak się zachować? -zaczął.
-Może po prostu Iga.
-Przemek.
-W odpowiedzi na pytanie to tak, miałam taką sytuację. gdy moja matka zmarła nie miałam nikogo oprócz ciotki, przygarnęła mnie bo musiała. Po 3 latach dowiedziałam się, że mam ojca, który tu mieszka, ciotka chciała się mnie pozbyć więc przywiozła mnie tu-Przemek już jej nie słuchał.- Przed wyjazdem poczytałam sobie o nim i jego przekrętach. Gdy go poznałam okazał się miłym i czułym człowiekiem- na izbie nikogo nie było. -Pokaż mi nogę.
-Nie powiesz mi teraz, że jesteś lekarzem?
-Nie, nie jestem nim.
-W takim razie samemu sprawdzę co mi dolega, bo ja w przeciwności do ciebie jestem lekarzem - usiłować sam wydać diagnozę, lecz nie był w stanie nawet dobrze sam siebie zbadać, koniec końców oddał się w ręce dziewczyny. Nie minęło pięć minut jak do sali wkroczył Tretter. Zszokowany? Zdenerwowany? Zdezorientowany? Odpowiedź jest jedna TAK.
-Wyjść! I to natychmiast. Jakim prawem wtargnęła pani na teren szpitala, bawi się pani w lekarza? Nie ma pani prawa! Proszę natychmiast stąd wyjść!
-Kość należy nastawić i wsadzić kończynę w gips, chciałabym też zauważyć, że tkanka nerwowa pacjenta jest delikatnie mówiąc naruszona.
-Nie można tego stwierdzić oglądając nogę -zwrócił się do Igi.- Pani Aniu zrobimy podstawowe badania, oraz prześwietlenie nogi.
-Co ty wyprawiasz?- naskoczył na Igę profesor.- Wiesz, że to się mogło skończyć dla wszystkich tragicznie.
-No, ale nie było żadnego lekarza.
-To nie pozwala tobie bawić się w szpital! -krzyknął Falkowicz, lecz po chwili zapytał z zainteresowaniem.- Na jakiej podstawie opracowałaś swoją hipotezę? Skąd ty masz taką wiedzę?
-No... bo...
-Wydukasz wreszcie?
-Mama zawsze mówiła, że grunt to dobre wykształcenie, a ja od zawsze chciałam być chirurgiem, więc jako dziecko czytałam książki medyczne, poradniki i takie inne.
-Widzisz jaką masz mądrą córkę - stwierdziła Wiktoria.
-Jestem ciekawy czym jeszcze mnie zaskoczysz...
-Trochę tego jest- odpowiedziała nastolatka z uśmiechem.
-Mam się bać?
- Jedziemy do domu?- spytała Wiki.
-Jasne, tylko trzeba by było wziąć rzeczy Igi z jej domu. Gdzie mieszkasz?
-Ciotka zatrzymała się w hotelu "Europa".
- To jedziemy, wskakuj.
Wracaliśmy od mojej ciotki, okropnej ciotki, która tak bardzo mnie nie chciała pod swoim dachem, że prawie śpiewała z radości, że dłużej nie będzie musiała na mnie patrzeć.Podjechaliśmy pod piękną willę.
-T-t-to jest pana dom?
-Poprawka nasz dom, ale fakt na tyle osób jest trochę mały, trzeba by było pomyśleć o czymś większym...
Weszliśmy do środka, pomieszczenia miały w sobie "to coś", było elegancko, jak można było się spodziewać, lecz wystrój nie przytłaczał, wręcz odwrotnie. Pani Wiktoria zaprowadziła mnie do mojego pokoju, był idealny przestronny, w pięknych barwach.
(...) * z perspektywy Wiki*
Z dnia na dzień dogadywałam się z nimi coraz lepiej. Pewnego wieczoru (prawie w nocy) ktoś dzwonił do drzwi, okazało się, że to... Przemek.
-Przyszedłeś zrobić awanturę, jeśli tak, to możesz od razu iść.
-To nie tak.
-A jak? Chcesz mnie uświadomić o moim błędzie? Daruj sobie.
-Ja chciałem tylko...
-Nie tłumacz się.
-Was przeprosić- byłam szczerze zdziwiona, Andrzej również.- Nie powinienem się tak zachowywać, to twoja sprawa. wybaczysz mi, a właściwie wybaczycie?- podeszłam do niego i przytuliłam, a łzy samoistnie spływały po mojej twarzy,za to Profesorek przyglądał się temu zdarzeniu, z niekrytym zdziwieniem.
-Może pan wejdzie?
-Może po prostu Przemek?
-Andrzej.
Weszli do salonu.
-Iga?
-Przemek? Co ty tu robisz?
-Właśnie chciałem cię spytać o to samo.
-Moja córka-rzekł Falkowicz.
-Co?!Ile wy już ich teraz macie? Trójkę? Czwórkę?
-Wiki, o czym on mówi?
-Skąd wiesz? -Wiki nie zważając na pytanie Andrzeja kierowała swoje słowa ku Przemkowi.
-Agata mi powiedziała.Myślałem, że on wie.
-Możecie mi powiedzieć co tutaj się dzieje?
-Nie powiedziałaś mu? -spytała Iga.
-Co chcecie przez to powiedzieć, czy Blanka lub Iga mają siostry bliźniaczki?
-Nie.
- To o co chodzi do jasnej cholery? O czym znowu dowiaduję się ostatni?
-Jestem w ciąży
~ * ~

To na tyle, postaram się regularniej wrzucać tu nowe części, choć nauka mnie przygniotła. Dajcie znać jak wam się podoba
  • awatar Opowiadania FaWi: Super. Zresztą jak zawsze. Już od dawna czytam twoje opowiadanie i jest rewelacyjne. W między czasie zapraszam do siebie http://ada19989.pinger.pl/
  • awatar Gość: dawaj next, szybko!
  • awatar Gość: super, czekam na nexta ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przepraszam, że nic nie piszę, ale wena nie nadchodzi. Postaram się w najbliższym czasie coś napisać,ale mam za to dla was ten artykuł, nw czy czytaliście, ale przesyłam miłego weekendu.

http://www.swiatseriali.pl/seriale/na-dobre-i-na-zle-384/news-umowmy-sie-na-dziesiec-niezobowiazujacych-randek,nId,1033273
 

 
Ludzie żyjecie jeszcze??? Ostatnio nikogo nie ma
  • awatar Gość: Czekam na kolejną część. Ciekawi mnie postać Igi. Badania Wiki... Czyżby była w ciąży. :)
  • awatar Gość: Ja czytam i czekam ale nie komentuje ;-)
  • awatar Gość: Ja też czekam na opowiadanie. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego (jupi!) mam dla was kolejną część mojego opowiadania, nie jestem z niej jakoś strasznie zadowolona, ale nic innego nie wymyślę, więc wklejam.

Obudziłam się około 10.00 na kanapie, w salonie. Wstałam powoli, żeby nie obudzić Andrzeja i zaczęłam cicho układać książki na regałach i do kartonów. Przed maturą ie uczyłam się tyle ile pojęłam w jeden wieczór z profesorkiem. Postanowiłam, że zrobię coś do jedzenia. Podczas przygotowywania jajecznicy Andrzej się obudził, podszedł obok i objął mnie w pół.
-Nie lubię się budzić, gdy nie ma cię obok.
-Musisz się przyzwyczaić.
-Dlaczego robisz śniadanie?
-Samo się nie zrobi.
-Ja bym zrobił.
-Też mam dwie ręce. Chyba mogę sama się tym zając.
-Nie, bo jesteś u mnie. Nie dość, że posprzątałaś, to jeszcze będziesz śniadanie robić- odsuną mnie od patelni i sam się tym zajął. -Przeprowadź się do mnie.
-Nie.
-Dlaczego?
-Właśnie dlatego.
-Ponieważ?
-Ponieważ nawet sam nie mogę zrobić śniadania. Najlepiej, żebym siedziała całymi dniami przed telewizorem, a i tak ty będziesz zmieniał kanały, przecież, żeby wcisnąć klawisz trzeba się bardzo napracować.
-Ja po prostu nie chcę, żebyś się przepracowywała.
-No fakt, zatrudnili mnie w kopalni lub przy budowie autostrad.
-Żebyś wiedziała. Zatrudnili cię w kopalni ludzkich chorób, pracujesz również przy budowie autostrad ludzkiego życia i zdrowia.
-Mam dla ciebie złą wiadomość panie poeto.
-Już się boję.
-Też w tym siedzisz.
-Naprawdę nie wiedziałem.
(po zjedzonym posiłku)
-Odwieziesz mnie?
-Już chcesz uciec?
-Muszę.
-Nie musisz.
-Ale powinnam, zresztą ty też będziesz musiał się w końcu zebrać,bo za dwie godziny mamy dyżur.
-Okey, za 15 minut w samochodzie.
-Ok.
(...)
Dyżur minął szybko, bez żadnych specjalnych przypadków. Wróciłam do hotelu.
Kilka kolejnych miesięcy było takich samych. Praca, hotel, czasem dom Andrzeja. Była końcówka maja i pojawił się dzień, który miał zmienić nasze życie.
Jak zwykle poszłam do lekarskiego, potem na obchód. Gdy zmierzałam do lekarskiego przy rejestracji zauważyłam pewną dziewczynę, nie umiałam sobie przypomnieć skąd ją znam, ale nie pozwolono mi się zastanowić, ponieważ pielęgniarka do mnie podeszła i oznajmiła, że jestem pilnie proszona na izbę.
*Z perspektywy Falkowicza.*
Siedziałem w gabinecie analizując moją relację z Wiktorią od pierwszego spotkania, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę- miałem nadzieję, że to właśnie Wiki, niestety bardzo się pomyliłem. Do pomieszczenia weszła zupełnie inna kobieta. -Dzień dobry-powiedziałem usiłując sobie przypomnieć skąd ją znam, czy w ogóle się kiedykolwiek poznaliśmy.
-Dzień dobry.
-Słucham, o co chodzi? Tak w ogóle kim pani jest?
-Iga, Iga Falkowicz. Tak, jestem pańską córką.
-Córką? Nie dam się na to nabrać, nie ze mną te numery, a teraz proszę wyjść. Natychmiast- nic nie powiedziała tylko wyszła, a w mojej głowie zaczęły się kłębić myśli. Czy to w ogóle możliwe?
*Z perspektywy Wiki.*
Wyszłam na dwór, bo zrobiło mi się źle. Usłyszałam cichy płacz. Na ławce siedziała ta sama dziewczyna, którą widziałam wtedy przy recepcji, tym razem wiedziałam kim jest.
-Iga?-podniosła głowę i oprócz bujnych brązowych włosów ujrzałam jej twarz, z wrażenia usiadłam obok.- Co ty tu robisz?
-Sama nie wiem.
-Czy to ma coś wspólnego z profesorem Falkowiczem?
-Skąd pani to wie?
-Jesteś do niego tak podobna, jakbyś była jego córką. Chwila...
-To aż tak widać?
-Zaczekaj tu na mnie- powiedziałam i pobiegłam do gabinetu Andrzeja, weszłam bez pukania.
-Coś ty jej zrobił?
-Komu?
-Idze.
-Masz na myśli tę dziewczynę, która dziś do mnie przyszła?
-To jest twoja córka.
-Kochanie - podchodząc do mnie - dałaś się nabrać na tę sztuczkę-popatrzył na mnie błagalnie i z niedowierzaniem.
-Ale ja ją znam, ona naprawdę jest twoją córką.
-A ja Święty Mikołaj-żartując.
-Nie kpij, to koleżanka Blanki ze szkoły, dopiero teraz dostrzegłam podobieństwo. Ona nie umie kłamać, a żeby kogoś oszukać to na pewno nie.
-Boże - powtarzał sobie w duchu. Gdzie ona jest?
-Przed szpitalem.
Poszliśmy tam, lecz jej już tam nie było, więc zaczęliśmy jej szukać. Znaleźliśmy ją w parku. Od razu ją poznałam , była bardzo rozpoznawalna. Miała na sobie kremową sukienkę i czarne, wysokie koturny. Andrzej usiadł obok niej,a ja przyglądałam się niecodziennemu spotkaniu. Iga nic nie mówiła, tylko słuchała co mówił do niej ojciec. Nigdy nie myślałam o Andrzeju, jako ojcu, ale chyba najwyższy czas, co prawda regularnie chodzę do ginekologa, ale zawsze potwierdza się moja hipoteza nie jestem w ciąży, ale dziś też jestem umówiona z Haną.Pomimo tego, że Iga jest kulturalna, nawet za bardzo, ale charakterek ma po ojcu. Do końca dyżuru zostały nam 2 godziny, potem będę miała króciutkie badanie, o którym Andrzej nic nie wie i pójdziemy z Igą na jakiś spacer,czy coś. Umówiliśmy się z nią, że będzie czekać w bufecie i wspólnie udaliśmy się do szpitala. Na izbie okazało się, że mamy pacjenta do natychmiastowej operacji, a nikogo innego akurat nie było, więc poszłam do Igi, aby ją powiadomić, że się trochę przeciągnie, udałam się na blok, umyłam ręce i weszłam na salę, gdzie czekał na mnie Andrzej.
 

 
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, wiem miałam pisać opowiadania, ale są wakacje i nic mi się nie chce, teraz mam warsztaty, ale zabrałam się za pisanie i wyskrobałam dla was 11 część. Wiem, możecie być na mnie wściekli.

Na lotnisku.
Myślałam, że Andrzej wraca ze mną. Niestety, myliłam się. Za 20 minut samolot miał startować, a jego nie ma. Zamiast niego obok mnie siedział jakiś facet, cały czas nawijał coś po francusku, nawet nie chciałam go rozumieć.Zasnęłam gdy się rozgadał na dobre. Zapadłam w lekki sen, w pewnym momencie jego monolog ucichł, wreszczie się zorientował, że go nie słucham. Zamiast słów zrobił gest, położył rękę na mojej, wróciła mi pełna świadomość. Otworzyłam oczy i miałam dla niego przygotowanych kilka ostrych słów, lecz przed oczami nie miałam francuzika, tylko Andrzeja.
-Mam na ciebie czekać całe życie?
-Ja bym poczekał nawet wieczność, ale ty możesz mieć wątpliwości. To co ci zrobiłem...
-Nie rozmawiajmy o tym. Zapomniałam o przeszłości, liczy się tylko to co jest teraz - uśmiechnął się, ale zaraz posmutniał.
-Masz wspaniałych rodziców, dokładnie takich, jacy moi nigdy nie byli- przez moment widziałam w jego oczach przeraźliwy smutek.
-Nie musisz mi tego opowiadać.
-Ale chcę. Moi rodzice nigdy nie byli dobrymi ludźmi, co z tego, że mieliśmy dużo forsy. Oboje byli prawnikami, a oszustowo to ich drugie imię. Nie chciałem być taki, dlatego wybrałem zawód lekarza. Niestety ich sposób bycia odziedziczyłem. Nie zważałem na to, że kogoś ranię, oszukuję. Gdy mnie poznałaś byłem dokładnie taki sam jak oni.
-Teraz jesteś inny, lepszy.
-Dzięki tobie stałem się lepszym człowiekiem, dziękuję-pocałował mnie w czoło.
-Powtarzasz się- powiedziałam z uśmiechem na ustach.
-Będę to robił do końca życia.
Siedzieliśmy prztytuleni do siebie.
-Andrzej.
-Mhhhhhm?
-Musimy wysiąść.
-Chyba znienawidzę latanie samolotem.
(po drodze z samolotu)
-To czym chcesz jeździć?
-Autokarem.
-Ja się na to nie piszę. (udając osobę reklamującą) Pojedź naszym busem, przecież to tylko tydzień w jedną stronę- Andrzej się uśmiechnął.
Doszliśmy do samochodu.
-Odwiósłbyś mnie do hotelu?
-Myślałem, ze pojedziemy do mnie.
-(robiąc słodkie oczka) Proszę.
-Dlaczego ja ci zawsze ulegam...
-Też cię kocham.
(pod hotelem)
-Pa- pocałowałam go i poszłam wioząc ze sobą bagaże.
Weszłam do swojego pokoju, zerknęłam na zegar i ujżałam, że jest 16. Wzięłam prysznic i rozpakowałam walizkę, wtedy ją ujżałam. Kurde, teczka, przeklnęłam w duchu i zaczełam się ubierać. Około 18.00 wyszłam z domu i po upływie pół godziny byłam do jego willą, zadzwoniłam, nie pozwoolił na siebie czekać i zaraz zjawił się przed drzwiami.
-Jednak- weszłam do środka.
-Miałam ci to przekazać - podałam mu robi to dokumenty.
-Zapomniałem.
-Przy tak pięknej kobiecie każdy by stracił głowę- usłyszałam nieznajomy głos, a po chwili go ujżałam, faceta po 40-tce, niskiego z lekką nadwagą.-Profesor Artur Gołębiowski- przedstawił się i wyciądnął rękę.
-Wiktoria Consalida- uścisnęłam jego dłoń, a on popatrzył na mnie tak, jak niejednokrotnie Andrzej. Oczywiście to nie umknęło jego uwadze i zaczął na niego patrzeć wilkiem.
-Niestety Artur już wychodzi.
-No tak, zapomniałem- wziął swój płaszcz.- Dobranoc- krzyknął i zamknął drzwi.
-Ja chyba też już pójdę.
-Zostań.
-Muszę się uczyć nie długo mam egzamin specjalizacyjny.
-Możesz tu zostać pouczysz się, skorzystasz z doświadczenia starszego kolegi...
-Wiem jak to się skończy.
-Ja też wiem, zdasz egzamin.
-Miałam na myśli to, że dzisiejszy wieczór skończy się w łóżku.
-Chyba można połączyć przyjemne z pożytecznym.
-No właśnie nie można.
-Dobrze, obiecuję, dziś tylko nauka, mój kujonie.
-A gdzie się podział trzepak?
-Uwielbiasz mnie wkurzać.
-I to jak.
Resztę wieczoru przesiedzieliśmy nad książkami, których miał pokaźną kolekcję, nawet unikaty z dedykacją.
  • awatar Gość: Wreszcie,doczekalam sie super! Mam nadzieję next nie długo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wiem, że obiecałam wam opowiadanie, ale wszystko się wali i pali mi na głowę i nawet nie mam czasu, aby wymyślić coś ciekawego, ale może w wakacje będzie lepiej.
 

 
Wiem, że dawno nie napisałam opowiadania, ale poczekajcie do końca tygodnia - wystawią mi oceny i napiszę kolejną część.
 

 
Like???? Proszę!!!
https://www.facebook.com/OpowiadaniaFawiWikiConsalidaProfAndrzejFalkowicz
Jest Fajna nagroda- FaWi w łóżku.
  • awatar Gość: hehe XD też przeglądam tę stronkę ;) i dołączam się do pytania
  • awatar Gość: Kiedy next opo? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W nowym "świecie seriali" mają się pojawić 2 mega plakaty, a właściwie ich pierwsza część, na okładce pokazują HaPi. Mam nadzieję, że w 2 części będzie FaWi.
 

 
526 odcinek na dobre i na złe to niestety ostatni odcinek sezonu, więc musimy pożegnać się z FaWi na 3 miesiące.Pomimo wszystko powinniśmy dać radę.
Jeśli będzie wiadomo coś nowego to oczywiście wkleję na bloga. Ten czas postaram się wam umilić opowiadaniami. Nie wiem kiedy napiszę kolejną część. Przepraszam, ale teraz nie mam czasu muszę się uczyć, poprawiać oceny itp.
 

 
Ostatni w tym sezonie odcinek na dobre i na złe już dostępny online. Kto jeszcze nie oglądał klika w linka.
http://nadobreinazleonline.pl/index.php/odcinki-online/40-na-dobre-i-na-zle-online-odcinek-526
 

 
Sceny FaWi z 525 odcinka ndinz są dostępne pod tym linkiem:
https://www.facebook.com/photo.php?v=437309446365149&;set=vb.382137831882311&type=2&theater
 

 
Część 10
Andrzej pociągnął mnie za rękę, ponieważ rozpędzony samochód jechał w naszą stronę, po paru sekundach przejechał przez miejsce, w którym znajdowaliśmy się przed chwilą i uderzył w pojazd jadący z przeciwnej strony. Podbiegliśmy do nich. Zadzwoniłam po straż pożarną, policję i pogotowie, Andrzej w tym czasie zajmował się poszkodowanymi, zaraz do niego dołączyłam. Po chwili zjawiła się karetka, straż i policja, Andrzej podszedł do ratowników i próbował się z nimi porozumieć, lecz nie za dobrze mu to wychodziło. Gdy skończyłam się zajmować poszkodowanym zastąpiłam profesora, znaczniej szybciej szybciej opisałam zdarzenia i postawiłam diagnozę (choć w tych warunkach trudno to tak nazwać). Lekarz i policja podziękowali nam za pomoc, a komisarz poprosił, żebyśmy jeszcze dzisiaj zjawili się na komisariacie i złożyli zeznania. Po tym zdarzeniu udaliśmy się do Blanki. Pielęgniarka oznajmiła nam, że można już odebrać wypis. Spakowaliśmy rzeczy i poszłyśmy odebrać wypis, we dwie, ponieważ Andrzej nam się raczej nie przyda. Jej lekarzem była moja koleżanka ze studiów, oczywiście powiedziała nam to co ja zawsze mówię swoim pacjentom i umówiłyśmy się na kawę, od roku nie gadałyśmy. Andrzej zabrał rzeczy Blanki i poszliśmy do domu. Gdy weszliśmy tata tak się ucieszył na widok Blanki, ale nie przyćmiło radości z jaką powitał Andrzeja. O czymś takim nawet nie marzyłam. Mama zaprosiła go na obiad, tata koniecznie chciał z nim skonsultować jakiegoś pacjenta, w tym czasie Blanka rozpakowała się, a ja pomogłam przygotować posiłek. Podczas obiadu wszyscy rozmawiali i śmiali się. Po posiłku musieliśmy udać się na policję, aby złożyć zeznania.Gdy wyszliśmy z domu zaczęłam rozmowę.
-Co ty takiego w sobie masz?
-Ale o czym mówisz?
-O tym, że mój ojciec każdego kolejnego mojego chłopaka z góry nienawidził, a ciebie traktuje jak przyjaciela, a nie wroga, który próbuje ukraść mu córkę.
-Ty mnie tak zmieniłaś.
-Przypomnij sobie nasze wcześniejsze relacje.
-Wolałabym nie przypominać sobie tej naszej wojny.
-Wojny?
-Jak ty byś to nazwał? Może delikatną wymianą zdań?
-Może po prostu nienawiścią?Całe szczęście przerodziła się w miłość- stwierdził i pocałował mnie w czoło.
Byliśmy już pod budynkiem policji.Weszliśmy do środka. (...)
-Chyba wszyscy Hiszpanie są tacy uparci jak ty.
-Bywa,ale mam dla ciebie niespodziankę-Andrzej uniósł jedną brew do góry.
-Chcesz mnie w coś wrobić?
-Chciałam ci zaproponować kawę w dobrym towarzystwie, ale jak nie chcesz to idę sama-odwróciłam się i już ruszyłam do przodu, gdy Andrzej chwycił mnie za nadgarstek .
-Idę z tobą.
-A jednak.
-Nie mogę pozwolić, żeby ktoś mi ciebie ukradł.
-Zazdrosny jesteś.
-Wcale nie- powiedział oburzony, a ja uniosłam brew naśladując jego minę.
-No dobra jestem zazdrosny i to bardzo-uśmiechnęłam się.
Szliśmy tak ulicami Hiszpanii, trzymając się za ręce. Nareszcie doszliśmy na miejsce, wcisnęłam dzwonek i czekaliśmy. W drzwiach pojawiła się Aneta, blond chirurg o długich nogach, zaprosiła nas do środka. Poznali się i zaproponowała, abyśmy usiedli.
-Może ci pomogę?-spytałam.
-Ok-odpowiedziała z uśmiechem.
Poszłam do Anety, zrobiłyśmy kawę,pokroiła ciasto i poszłyśmy z tym do salonu. Stanęłam w progu i zamurowało mnie. Andrzej właśnie bawi się z (na oko) rocznym chłopczykiem.
-To, aż dziwne-rozpoczęła Aneta.
-Ale co?-spytał.
-To, że on w ogóle nie płacze. Na co dzień jeśli zbliży się do niego ktoś obcy od razu jest negatywna reakcja, a teraz nie, bawi się z panem jakby znał pana od urodzenia.
Usiadłyśmy i zaczęłyśmy gadać, a Andrzej bawił się z małym, nakarmił i położył spać.
-Gdzie ty go znalazłaś?
-Jakoś sam się przypałętał-obiekt naszej rozmowy uniósł brew do góry i usiadł obok mnie.
-Ty to zawsze miałaś szczęście.
-Czy ja wiem.
Rozmawialiśmy tak jeszcze ze dwie godziny. Gdy szliśmy drogą powrotną przerwałam ciszę.
-Chyba nigdy nie poznam ciebie w 100%.
-Mam dokładnie to samo, ale nie zależnie jakie sekrety jeszcze skrywasz zawsze będę kochał.
-Nie zepsuj tego.
-Nie zepsuję-byliśmy już pod domem moich rodziców.
-Dobranoc-powiedziałam i pocałowałam go, a on odpowiedział na pocałunek.
-Dobranoc kochanie- usłyszałam i weszłam do domu.
Umyłam się i poszłam spać. Śnił mi się Andrzej mówiący, że już mnie nie kocha, że woli Kingę.Gdy się obudziłam nie miałam tak jak zawsze strachu w oczach,tym razem było w nich szczęście, ponieważ wiedziałam, że on mnie kocha, z resztą ja go również. O 13.00 miałam samolot, więc około 8.00 musiałam się zebrać z łóżka. Ubrałam się, zrobiłam śniadanie, w międzyczasie dołączyli rodzice i Blanka. Nawet nie zauważyłam jak szybko minął mi tu czas i już musiałam jechać na lotnisko.
  • awatar Gość: świetne opowiadanie zajebista część pozdrawiam
  • awatar Gość: Świetna część <3 Nareszcie są szczęśliwy : )
  • awatar Gość: Super <3 pisz szybko
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Sceny FaWi z 524 odcinka ndinz.
https://www.facebook.com/photo.php?v=434707126625381&;set=vb.382137831882311&type=2&theater